Przyszedł czas, że duszą mnie moje myśli.
Próbuję je od siebie oddalić,wygonić nawet.
Bo przecież każdy ma swoje 5 minut i każdy ma swój krzyżyk.
Zdarza się,że zazdroszczę....nie, rzeczy materialnych...
tu jakoś ogarnął mnie minimalizm totalny.
Zbudowałam jakiś swój świat, pełen pastelowych kolorów,
przestrzeni i światła.
Zazdroszczę szczęścia....albo raczej tego, co u innych widać
i wygląda to na szczęście...
Zazdroszczę obecności, przyjaźni...zainteresowania
właśnie wtedy, gdy ciężko i źle.
Ja zwykle wtedy chowam się do skorupki i siedząc tam w środku,
po ciemku,marzę by ktoś zapukał, zaczął dobijać się nawet,
wyważył drzwi....
Cholera wie, skąd się bierze taka samotność?
Wśród ludzi przecież...
Zaległości z dzieciństwa???
Uciekam.....to takie dziwne.
Niby intuicja nakazuje mi spokój i mówi:
będzie co ma być...
a część mnie - ta niewierna - wciąż drży....
Czy wystarczy mi sił,żeby wstać....?
sobota, 12 września 2009
Wciąż drży...
Subskrybuj:
Posty (Atom)